Co naprawdę oznacza troska o siebie? Jak dzięki świadomości można odmienić swoje życie.

Co pierwszego przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o dbaniu o siebie? Odpowiedzi mogą być bardzo różne. Dla wielu osób to na przykład wizyta w spa lub u kosmetyczki. Rozpieszczenie się zakupem czegoś fajnego, drogiego, luksusowego. Sprawienie sobie małego (albo dużego) prezentu. Wyjście do kina lub restauracji, spotkanie z najlepszym przyjacielem, obejrzenie wieczorem ulubionego serialu – najlepiej z odrobiną alkoholu i niezbyt zdrową
przekąską. A może czytanie książki. Do tej listy można dopisać niemal wszystko, co sprawia przyjemność. Jest tu całkiem sporo możliwości – każdy znajdzie coś dla siebie. I to jak najbardziej w porządku.

Jest jednak pewien problem: powyższe przykłady tylko w niewielkim stopniu wiążą się z prawdziwą troską o siebie. Może to brzmieć zaskakująco. W końcu wszystkie wymienione aktywności są całkowicie w porządku. Brzmią jak świetne pomysły na to, by o siebie zadbać. Zgadzam się z tym. Jednak to tylko niewielki wycinek prawdziwego dbania o siebie.

Dlaczego?

Obejrzenie dobrej komedii potrafi poprawić nastrój. Śmiech rozluźnia, daje więcej luzu, obniża stres nagromadzony w ciągu dnia. Wszystko się zgadza. Rozrywka – kino, teatr, koncerty, stand-up – sprawia, że czujemy się lepiej. Niestety nie rozwiązuje naszych problemów. Jeśli ktoś ma tendencję do silnego przeżywania stresu, takie działania pomogą jedynie złagodzić skutki. Nie zapobiegną jednak powstawaniu stresu. Kolejnego dnia stres powróci.

Zewnętrzne sposoby dbania o siebie pomagają, ale działają jak plasterek naklejany na ranę. Nie leczą przyczyny. Są potrzebne, ale całkowicie niewystarczające.

Takie podejście sprawia, że nieustannie gonimy za chwilami wytchnienia. Czekamy na weekend albo na wakacje. Uciekamy od codzienności w zakupy czy niekontrolowane jedzenie. Poprzez niezdrowe zachowania próbujemy zrekompensować sobie nieprzyjemne doświadczenia. Chcemy zlikwidować skutki, zamiast usunąć przyczynę.

Prawdziwe dbanie o siebie to coś znacznie więcej. To otaczanie siebie troską i budowanie własnego dobrostanu. Wspieranie siebie w trudnych chwilach. Dawanie sobie prawa do odpoczynku i umiejętność prawdziwego relaksu.

To wybaczanie sobie błędów i wyciąganie z nich konstruktywnych wniosków. Umiejętność odpuszczania tego, co już nam nie służy. Życie w pełni tu i teraz. Docenianie tego, co naprawdę się ma. Zamknięcie trudnych wydarzeń z przeszłości i odwaga, by nie bać się przyszłości.

To także wybaczanie innym ludziom doświadczonych krzywd. Wspieranie siebie w podejmowaniu wyzwań. Bycie dla siebie łagodnym i życzliwym, a jednocześnie gotowość do podejmowania dojrzałych i odpowiedzialnych decyzji. To nie unikanie problemów, ale mierzenie się z nimi. Akceptacja siebie takim, jakim się jest. Umiejętność przeżywania całej gamy emocji i cieszenie się chwilą obecną.

Dbanie o siebie to także dobre samopoczucie – rozumiane jako spokój i wewnętrzne rozluźnienie, które może towarzyszyć każdego dnia, bez konieczności wydawania dużych pieniędzy, żeby je osiągnąć. To patrzenie na życie z wiarą, nadzieją i miłością. Umiejętność cieszenia się drobiazgami – poranną kawą, zapachem świeżo skoszonej trawy. Traktowanie siebie jak najlepszego przyjaciela.

Lista mogłaby być znacznie dłuższa, ale sens jest jeden: dbanie o siebie to nie tylko działania na poziomie zewnętrznym. To przede wszystkim proces, który rozgrywa się w naszym wnętrzu. W psychice, a może nawet głębiej – w sercu.

Bez zaleczenia wewnętrznych ran będziemy ciągle gonić za tym co sprawi, że poczujemy się dobrze. I często ta gonitwa nie będzie miała końca. W końcu dojdziemy do momentu zastanowienia czego tak naprawdę chcemy? Co ma nam dać wizyta u fryzjera, kosmetyczki albo wypad do kina?  Po co jest wyjazd na wakacje?

Co tak naprawdę stoi za tymi wszystkimi działaniami?

Wszystko to ma jeden cel: poczuć się dobrze. Zrzucić z siebie napięcie. Odzyskać spokój. Zrelaksować się. Cieszyć się chwilą, uśmiechać się częściej, odczuwać radość.

Wyjazd na zasłużony urlop sprzyja dobremu samopoczuciu. Pozwala odpocząć od pracy, spędzić czas w lubiany sposób, wrzucić na luz. To miłe i przyjemne. Jednak ten stan trwa tylko chwilę. Nie da się być na wakacjach całe życie. W końcu nadchodzi moment powrotu do codzienności – tej „szarej”, „trudnej”, wymagającej. Znowu trzeba zacisnąć zęby i wytrwać do kolejnego urlopu lub weekendu. Po drodze korzystając z krótkich chwil wytchnienia.

Ale czy to naprawdę ma tak wyglądać?

Przecież życie jest darem, a nie przykrym obowiązkiem do wypełnienia. Można zadać sobie ważne pytanie: czy da się od tego uwolnić? Czy istnieje jakieś wyjście?

Odpowiedź brzmi: tak. Kluczem jest świadomość.

Nie chodzi tu jedynie o bycie „przytomnym” w sensie medycznym. Świadomość oznacza pełne zanurzenie w swoim życiu. Uważność na to, co się dzieje tu i teraz. Docenianie samego faktu istnienia. Każdy wie, że życie jest bezcenne. A jednak rzadko kiedy postrzegamy to jako powód do radości i wdzięczności. Często wydaje się, że to za mało – że samo życie nie wystarcza. Chcielibyśmy więcej… tylko trudno określić, czym to „więcej” właściwie miałoby być.

Nieco łatwiej zrozumieć to wtedy, gdy kogoś tracimy. W takich momentach uświadamiamy sobie, jak cenna była dla nas ta osoba. I często żałujemy, że nie mieliśmy tej świadomości wcześniej, gdy był jeszcze czas, żeby naprawdę cieszyć się jej obecnością.

Jak bardzo w takiej sytuacji świadomość mogłaby wpłynąć na nasze życie. Być może drobne, mało istotne sprawy nie prowadziłyby do kłótni. Może potrafilibyśmy inaczej gospodarować czasem i spędzać go więcej z bliskimi. Może na co dzień mielibyśmy dostęp do źródła radości i wdzięczności za ich obecność.

Warto zadać sobie pytanie: czy mając świadomość, jak cenny jest czas, nadal marnowalibyśmy go na sprawy nieistotne, takie jak przeglądanie social mediów? Prawdopodobnie nie.

Często patrzymy wstecz i pojawia się myśl: gdybym znowu miał 20 lat. Marzymy o powrocie do młodości. Tymczasem mając 80 lat, pewnie tak samo będziemy wspominać obecny wiek. Szkoda marnować chwilę, którą mamy tu i teraz. Docenienie tego momentu byłoby niezwykle cenne. Co stoi na przeszkodzie?

Świadomość dotyczy między innymi tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. A tam dzieje się naprawdę wiele. Jeśli nie zaglądamy do środka, nie wiemy, co tam jest.

To trochę jak z górą lodową – na powierzchni widoczna jest jedynie niewielka część, podczas gdy pod wodą kryje się cała reszta. Często zakładamy, że to, co w środku, jest stałe i niezmienne. Że nie podlega zmianie ani dyskusji. Uważamy, że nie ma sensu się tym zajmować.

A przecież jest odwrotnie.

Już w dzieciństwie chłoniemy negatywne schematy, które nieświadomie przekazują nam dorośli. Nie potrafimy się przed nimi bronić. Dorosły, który miał zły dzień w pracy, wraca do domu i wyładowuje frustrację na dziecku. Dziecko uczy się wtedy, że jest mało wartościowe. Dorasta z tym ciężarem i przez całe dorosłe życie nosi poczucie bycia niewystarczająco dobrym.

Takie schematy są bardzo powszechne. Wpływają na wszystko – na to, jak radzimy sobie na rozmowie kwalifikacyjnej, czy mamy odwagę zaprosić kogoś na randkę. Często brak wiary w siebie prowadzi do porażki podczas rozmowy o pracę, choć mogło być inaczej. Czasem uniemożliwia nawet spróbowanie zaproszenia na randkę – bo z góry zakładamy, że druga osoba nas odrzuci. Nawet nie dając sobie szansy, by sprawdzić to w rzeczywistości.
Negatywne wzorce wyniesione z dzieciństwa potrafią wyniszczać dorosłe życie każdego dnia. I będą to robić tak długo, aż nie zdecydujemy się coś z nimi zrobić.

W przypadku poważnych traum pomocna może być terapia. Ale warto, by każdy dojrzały człowiek umiał zadbać się o siebie także samodzielnie. Troska o siebie oznacza odwagę do otwarcia drzwi do własnego wnętrza. Uczciwe spojrzenie na to, co się tam kryje. Bez oszukiwania się, że wszystko jest idealne. Niektórych rzeczy nie chcielibyśmy tam zobaczyć. Potrzeba odwagi, by się z nimi zmierzyć.

To trochę jak wejście do innego świata. Do innego wymiaru. Dla kogoś, kto dopiero zaczyna, to zupełnie nowa, nieodkryta przestrzeń. Na początku można poczuć się nieco niekomfortowo – dlatego wiele osób unika zaglądania do swojego wnętrza. Można tam bowiem znaleźć rzeczy, które nie są zbyt przyjemne.

Do tych mniej miłych odkryć należą myśli pełne bólu i cierpienia, krytyki, potępienia czy obwiniania. Myśli, które wzmacniają poczucie pustki i osamotnienia, generują smutek i pozbawiają nadziei. Pojawiają się także obrazy ponure i straszne – choć często okazuje się, że nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Tworzą zniekształcony obraz świata. Wydaje się, że
coś jest prawdą, ale gdy zaczynamy to weryfikować, okazuje się zupełnie inne.

W świecie wewnętrznym mieszkają też uczucia. Nierzadko jest to smutek, poczucie pustki i osamotnienia. Do tego dochodzą gniew, złość, żal, lęk, pretensje czy poczucie zranienia i doznanej krzywdy. Wsłuchując się w swoje wnętrze, można też usłyszeć sygnały płynące z ciała – często ignorowane. Ciało najpierw prosi, a później wręcz krzyczy, żeby wreszcie się nim zająć.

W naszym wnętrzu mogą też mieszkać różne „postaci” – również te, których nie chcielibyśmy tam spotkać. Na przykład perfekcjonista, wewnętrzny krytyk czy zranione dziecko. Oczywiście
możliwości jest znacznie więcej.

Krytyk to głos wiecznie niezadowolony, dostrzegający tylko problemy i wady. Narzekający na wszystko i wszystkich wokół. Skutecznie blokuje podejmowanie nowych działań, odbiera radość z pracy, umniejsza sukcesom. Sprawia, że człowiek staje się niezadowolony z siebie i tego, co robi.

Perfekcjonista z kolei nie pozwala żyć spokojnie. Zadręcza każdym niedociągnięciem, stawia nierealne wymagania, sprawia, że żaden efekt nie wydaje się wystarczająco dobry.

Wewnętrzne dziecko może być naszym sprzymierzeńcem – przypomina o potrzebie zabawy, luzu i dystansu. Pomaga zdejmować z siebie ciężar przesadnej powagi. Jednak jeśli jest zranione, może obrażać się na cały świat. Gdy przejmie kontrolę, realizacja dorosłych
zobowiązań staje się niemal niemożliwa.

Dlatego tak ważne jest, aby nasze wewnętrzne dziecko czuło się bezpieczne i zaopiekowane. To dorosły w nas powinien kierować swoim życiem. Bo jeśli to dziecko przejmie stery, pojawią się problemy z podejmowaniem decyzji i niedojrzałe zachowania.

Zaglądanie w głąb siebie może być jak odkrywanie innego świata – innego wymiaru.
Na początku potrafi naprawdę przestraszyć. Pojawia się ból, smutek, lęk, żal, pretensje, krytyka, poczucie krzywdy, winy, oskarżenia, pustka, beznadzieja, pesymizm. I lista ta mogłaby być znacznie dłuższa.

Jak czuje się ktoś, kto nosi to wszystko w środku? Delikatnie mówiąc – źle. Bardzo źle.

Czy naprawdę można uwierzyć, że wizyta u kosmetyczki, fryzjera czy wyjście do kina sprawi, że to wszystko zniknie? Że przestanie na nas działać? Nie ma takiej możliwości. Zewnętrzne działania często mają przykryć ten mrok. Trochę pomagają, przynoszą chwilową ulgę. Czasami są potrzebne. Ale nie rozwiązują problemu.

Prawdziwe dbanie o siebie to uleczenie swojego świata wewnętrznego. Kiedy w środku kłębią się wszystkie te bolesne emocje i myśli, pojawia się ciągłe napięcie. Towarzyszy ono każdego dnia – rano podczas mycia zębów, w drodze do pracy, podczas powrotu do domu, w spotkaniach z innymi. Napięcie, kiepski nastrój, regularne rozdrażnienie. To trochę jakby przez cały dzień nosić ciemne okulary – nawet wtedy, gdy nie ma słońca. Wszystko wydaje się ciemniejsze i bardziej przygnębiające. Z czasem tak bardzo się do tego przyzwyczajamy, że przestajemy to zauważać.

Warto jednak zatroszczyć się o swój wewnętrzny świat. Uporządkować ten wewnętrzny ogród. Zdjąć wreszcie te ciemne okulary. Na początku ten ogród może być zarośnięty chwastami i pełen kolców. Zamiast zamykać oczy, żeby tego nie widzieć, warto podjąć wysiłek i zacząć go pielęgnować. Po pewnym czasie zamiast chwastów zaczną kwitnąć kwiaty. A wtedy przyjemnością staje się spacer boso po trawie i wsłuchiwanie się w śpiew ptaków.

Ten proces przynosi ogromne poczucie ulgi. Przestajemy dźwigać ciężar dawnych emocji. Nie uzależniamy już swojego samopoczucia od zachowania innych ludzi.

Nie chodzi tu jednak o to, co często obiecuje powierzchowny rozwój osobisty – sztuczny optymizm, pozytywne myślenie za wszelką cenę, wypieranie uczuć. Nie chodzi o wmawianie sobie, że wszystko jest dobrze, gdy nie jest. Ani o sztuczki, triki czy motywacyjne slogany. Nie chodzi o udawanie kogoś, kim się nie jest, ani o maskowanie swoich emocji. Droga na skróty donikąd nie prowadzi. Prawdziwa przemiana wymaga uczciwości i otwartości.

Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba z tym walczyć. Często wystarczy uczciwie się temu przyjrzeć, zobaczyć prawdziwą wartość tych emocji i myśli. Wiele z nich opadnie wtedy samoistnie. Z niektórymi przestaniemy się identyfikować.

Bo właśnie na tym polega dbanie o siebie – na głębokim, wewnętrznym poziomie. Zupełnie w inny sposób niż jest to rozumiane standardowo. Jednak w mediach promowane są zupełnie inne wartości.

Pokazuje się, że trzeba się zmuszać, walczyć ze sobą, być twardym jak skała, by osiągnąć sukces. Krew, pot i łzy – taki obraz jest lansowany jako jedyna droga do celu. Ale przecież nie musi tak być. Można być miękkim, delikatnym, miłym w dotyku. Bo czy naprawdę ktoś chciałby dzielić życie ze skałą?

Istnieje inny sposób patrzenia na świat – spokojniejszy, bardziej życzliwy. To jedna z najpiękniejszych podróży, jakie można odbyć. Po niej już nic nie jest takie samo. Można wybrać się w najdalszy zakątek świata, ale wszędzie zabiera się samego siebie. Dlatego warto stać się dla siebie oparciem i wsparciem.

Wtedy przyjemne doświadczenia – wizyty w spa, podróże, dobre restauracje – stają się tylko miłym dodatkiem. Taką wisienką na torcie, która dopełnia całość, ale nie jest najważniejsza.

Warto więc dbać o siebie w najlepszy możliwy sposób. Z troską, uważnością i życzliwością – tak, by tworzyć dla siebie przestrzeń, w której naprawdę dobrze jest być.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *