Witam Cię na blogu Jak zadbać o siebie, w którym opowiadam o tym, jak dzięki świadomości można odmienić swoje życie. Blog skierowany jest do tych wszystkich osób, które w natłoku codziennych spraw zapominają dbać o siebie oraz do tych, które chciałyby zacząć dbać o siebie, ale nie bardzo wiedzą, od czego zacząć.
W poprzednim artykule opowiadałem o tym, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają słowa. Jak się okazało, dużo ważniejszą, niż mogłoby się wydawać. Natomiast tematem dzisiejszego tekstu jest akceptacja. Git Martin powiedział: „Umiejętność obserwowania bez oceniania jest najdoskonalszą formą inteligencji”.
Dlaczego akceptacja ma tak duże znaczenie?
Przecież jest tyle spraw, o których można by pomyśleć, że są znacznie ważniejsze. Konflikt, inflacja, toczące się wojny oraz sprawy z naszego codziennego życia. Każdy z nas zmaga się z dziesiątkami różnorodnych problemów, począwszy od tych drobnych, a skończywszy na tych, które naprawdę nas dręczą. Czy w ogóle jest sens zajmować się takim tematem jak akceptacja?
Jest. I w dzisiejszym artykule pokażę Ci dlaczego. Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Jest osoba, która wraca z pracy do domu i ten powrót zajmuje jej około 30 minut.Dzisiaj na trasie zdarzyła się stłuczka i przez to utworzył się potężny korek. W efekcie osoba ta zamiast jechać ze standardową prędkością wlecze się z prędkością 5 kilometrów na godzinę. Jaki jest tego efekt? Jest po prostu wściekła. Jest wkurzona, bo wie, że w domu mogłaby sobie odpocząć. Rozumie, że w domu jest wiele spraw do załatwienia. Jednak doskonale świadoma jest tego, że jeśli przyjedzie później, czas ten znacząco się skróci. Czuje złość i zdenerwowanie. Czuje frustrację.
Być może myśli sobie, że kierowcy w obecnych czasach są beznadziejni. Zadaje sobie pytanie, kto tym wszystkim osobom w ogóle dał prawo jazdy. Teraz ci kierowcy to są tacy, że w ogóle nie patrzą na drogę, nie skupiają się na drodze. Jeżdżą bezmyślnie i w ogóle mnóstwo osób nie powinno mieć prawa jazdy. Ogólnie rzecz biorąc, taka osoba czuje się po prostu źle.
Natomiast wyobraźmy sobie również, że analogicznie w tym samym korku stoi osoba, która jest oazą spokoju. Można powiedzieć takim współczesnym mistrzem zen, który mieszkał tutaj, u nas, w Polsce. Taka osoba spostrzega korek i stwierdza: „OK, widzę, że jest korek. W tym momencie nie mam możliwości, aby gdzieś zjechać. Nie pozostaje mi nic innego, jak się rozluźnić. A więc uśmiecham się do siebie, biorę głęboki wdech, a może nawet uchylę okno, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Mogę również puścić relaksującą muzykę”. Możemy sobie to wyobrazić. Osoba włącza radio albo jakąś płytę z odtwarzacza, z której leci jazz.
Pełen luz, relaks i spokój. Doskonale zdaję sobie sprawę, że reakcja osoby pierwszej jest bardzo popularna, typowa i zazwyczaj spotykana. Natomiast reakcja osoby drugiej jest bardzo rzadka i nietypowa. Nie znam takich osób, które by w taki sposób zareagowały. Trzeba przyznać, że denerwowanie się w takiej sytuacji nie wnosi do życia nic dobrego, ponieważ jakkolwiek będziemy się złościć, jakkolwiek się będziemy denerwować, jakkolwiek w naszych myślach będziemy oskarżać inne osoby, to nie zmieni rzeczywistości, która nas otacza. Jeśli jest korek, stoimy w korku i nie możemy z niego uciec, to w tym momencie nic nie da się zrobić, a więc nasze złe samopoczucie nic dobrego nie wniesie.
Dlatego lepiej byłoby czuć się dobrze w tym korku. Czuć się zrelaksowanym i uspokojonym, zamiast czuć się źle, czuć się zdenerwowanym i sfrustrowanym. Doskonale zdaję sobie sprawę, że osób z podejściem mistrza zen jest jak na lekarstwo, natomiast chyba każdy z nas zgodzi się z tym, że im więcej luzu, spokoju i dystansu w naszym życiu, tym lepiej.
Chyba że sytuacja rzeczywiście tego wymaga. Dobrze, ale przyjrzyjmy się temu, co się w tej sytuacji stało. Czym różni się podejście osoby pierwszej od osoby drugiej? Przede wszystkim pierwsza osoba się zezłościła, a nie zaakceptowała sytuacji.
Akceptacja w życiu codziennym. Praktyczne przykłady.
Zastanówmy się więc, czym jest akceptacja. Dla mnie w takiej mojej definicji akceptacja jest zgodą na pojawiającą się rzeczywistość. To, co jest wokół mnie, jest takie, jakie jest i w tym momencie nie ma sensu z tym polemizować ani dyskutować. Rzeczywistość jest taka, jaka jest i kropka. Nic w tym momencie nie można zrobić, bo ona po prostu już taka jest. Jeśli jest korek, to jest. Jeśli ja się na niego zdenerwuję, to nie sprawi magicznie, że ten korek zniknie i być może nigdy nie dojdę do poziomu mistrza zen, który będzie w pełni spokojny, w pełni opanowany, w pełni wyluzowany.
Większa ilość luzu i akceptacji znacząco poprawi moje życie. W tym momencie dosyć jasno i jednoznacznie trzeba powiedzieć, czym akceptacja nie jest, bo tutaj wielu ludzi popełnia błąd logiczny. Ludzie myślą, że jeśli oni coś zaakceptują, to będzie to oznaczało postawę bierną i postawę nicnierobienia z daną sytuacją. Tak absolutnie nie jest. Akceptacja nie oznacza bierności. Już to tłumaczę na przykładzie. Jeśli widzę, że dzieje się coś, co mi się nie podoba, przyjmuję to, ponieważ to już się dzieje. Natomiast podejmuje działanie w taki sposób, aby temu zaradzić. Wracając do naszego przykładowego korka. Gdybym wiedział, że będzie korek, to nie jest tak, że go akceptuje i po prostu jadę, żeby w tym korku stać. To by było całkowicie bez sensu. Akceptuję to, że korek się pojawił. Natomiast oczywiście jeśli mam możliwość, to pojadę objazdem. Wracając do takich bardziej życiowych i troszkę już poważniejszych tematów, jeśli np. widzę, że bliska mi osoba przechodzi ciężki okres w życiu i coraz częściej sięga po alkohol, aby sobie z tym poradzić, to nie znaczy, że ja to akceptuję i w tym momencie nic z tym nie będę robił, ale na przykład postaram się w jakiś sposób jej pomóc. Być może zapytam, czy jestem w stanie coś dla niej zrobić. Może zakomunikuję, że widzę, iż taka sytuacja ma miejsce i to też będzie ważne, ponieważ często sami nie dostrzegamy pewnych spraw i dopiero osoba z zewnątrz jest w stanie pokazać nam, że coś jest na rzeczy.
Jeśli zepsuje się samochód, to brak akceptacji będzie polegał na tym, że będę się denerwował i będę się pytał dlaczego i po co, a czemu to się stało i czemu akurat tego dnia musiało się stać. Natomiast jeśli to zaakceptuje, to powiem tak: OK, samochód się zepsuł, trzeba znaleźć warsztat, aby móc go naprawić.
Oczywiście, że podejmę działania, aby naprawić samochód. Chodzi o to, że nie będę tracił czasu i energii na to, aby roztrząsać coś, co już faktycznie się stało.
Przykłady, które podałem, to były takie przykłady z życia codziennego, natomiast takie, które też nie mają aż tak bardzo dużego wpływu na to, co się dzieje. Oczywiście jeśli ktoś utknie w korku, to się na ten korek wścieka. Jeśli komuś zepsuje się samochód, to się może na ten samochód wścieka. Przejdzie mu, potem pojedzie do warsztatu i już.
Akceptacja w relacjach. Budowanie zrozumienia i miłości.
Temat akceptacji jest dużo bardziej złożony. Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Jan, będąc na studiach, poznał Zosię. Zaczęli ze sobą rozmawiać, później spędzać coraz więcej czasu razem, aż w końcu coś między nimi zaiskrzyło. Na początku świetnie się dogadywali. Spędzali wspólnie bardzo miło czas. Pojawiło się pomiędzy nimi uczucie i stworzyli całkiem udany związek. Natomiast, jak to często w życiu bywa, coś się z czasem zepsuło. Zosia odeszła od Jana i wiadomo, że jest to dla obydwu osób sytuacja niemiła i nieprzyjemna. Wiadomo, że wywołuje ona cierpienie.

Problem polegał na tym, że Jan nie pogodził się z tym, że Zosia odeszła. Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata, a on ciągle wracał do tej sytuacji, ciągle wracał do tej relacji, myśląc, jak by to było, gdyby Zosia pozostała. Gdyby z Zosią byli razem. Być może byliby absolutnie szczęśliwymi ludźmi.
Może, gdyby Zosia wtedy nie powiedziała tego i tamtego. Może, gdyby wtedy Jan nie zrobił tego i tamtego, to ich historia potoczyłaby się inaczej. I tak Jan przez wiele, wiele lat szedł przez życie z raną w sercu, zastanawiając się, co by było gdyby.
Jednocześnie mamy Łukasza. Łukasz, podobnie jak Jan, stworzył na studiach szczęśliwy związek. Obydwoje ze swoją partnerką byli zakochani. Na początku fantastycznie spędzali ze sobą czas. Jednak później doszło do rozstania. Cóż, nie są to historie takie rzadkie ani odosobnione. Wiele osób ich doświadczyło, albo było świadkami takich historii. Wracając do sedna. Łukasz podszedł do sprawy inaczej. Oczywiście rozstanie nie było dla niego miłym doświadczeniem i musiał swoje odcierpieć, bo tak to po prostu działa. Po pewnym czasie pogodził się, zaakceptował fakt zakończenia związku i postanowił iść dalej. Kiedy już pogodził się z faktem, który miał miejsce, zadał sobie pytanie, co było przyczyną tego, że rzeczy nie ułożyły się w taki sposób, jak by sobie tego życzył? Być może pytał swoją koleżankę z roku, jak ona to widzi, a może sięgnął po jakiś poradnik budowania szczęśliwych relacji. Jak się okazało, Łukasz popełnił bardzo poważny błąd. Myślał, że potrzeby drugiej osoby są dokładnie takie same jak jego, więc starał się zadbać o drugą osobę poprzez dawanie jej tego, co sam chciałby dostać, chociaż potrzeby drugiej osoby były inne od jego potrzeb. W każdym razie Łukasz wyciągnął z tej relacji pewną lekcję. Nauczył się czegoś o budowaniu związków. Nauczył się czegoś o sobie. Jan pozostał zamknięty na budowanie nowych relacji, bo kto chciałby stworzyć relację z kimś, kto nie zamknął poprzedniego rozdziału?
Akceptacja przynosi również bardzo dużą ulgę. To tak, jakby zrzucić z siebie spory ciężar, bo już nie trzeba zadawać sobie pytania, co by było gdyby. Gdyby coś się stało, gdybym coś zrobił inaczej, gdyby druga osoba zrobiła coś inaczej. Już nie trzeba tracić na to czasu ani energii. Nie trzeba się tym zadręczać, bo nie ma w ogóle takiej potrzeby.
Akceptacja pozwala również podejmować jasne, klarowne i dobre decyzje. Ponieważ nie stoimy ciągle w rozkroku, nie zastanawiamy się „może bym tam poszedł”, „ale w sumie chciałbym iść tam”, „ale gdyby coś się tam wydarzyło, to poszedłbym tam”. Dzięki akceptacji możemy obrać jasny, konkretny kierunek działania i przez to podejmować dobre decyzje.
Jak widzimy, brak akceptacji jest stratą energii życiowej, jest stratą czasu i wydawałoby się, że jest to proste i oczywiste. Jak się tego słucha, jak się o tym czyta w książce, to wydaje się to bardzo logiczne. Natomiast rozejrzyjmy się dookoła i zadajmy sobie pytanie. Ilu znamy ludzi, którzy faktycznie mają z tym problem?
Jeśli spojrzymy na swoje życie, to również często odnajdziemy sytuacje, w których brak akceptacji przysporzył nam sporo niepotrzebnych problemów. Co myślisz o tym, co napisałem? Czy ma to dla Ciebie sens? Mam nadzieję, że tak, bo dla mnie ma i to całkiem spory. Co więcej, powiem, że dla mnie akceptacja jest absolutną podstawą tworzenia relacji. Chodzi tutaj zarówno o relacje bliskie, romantyczne, jak i relacje przyjacielskie, ze znajomymi, kolegami z pracy itp. Akceptacja jest dla mnie kluczem do tworzenia relacji, ponieważ jeśli my drugiej osoby nie akceptujemy, to tak jakbyśmy ją odrzucali.
Owszem, każdy z nas ma w swojej głowie różnego rodzaju oczekiwania.
Ja bym chciał, żeby taka osoba była inna. Natomiast faktycznie w pierwszym kroku trzeba zaakceptować osobę taką, jaka ona jest, bo nikt nie jest po to, aby spełniać nasze oczekiwania. Jeśli my drugiej osoby nie akceptujemy, ona nie może poczuć się z nami swobodnie. W drugą stronę działa to tak samo. Jeśli ja nie jestem akceptowany, to nie będę czuł się swobodnie w towarzystwie osoby, która mnie nie akceptuje. Natomiast bardzo często relacje oparte są na potępieniu, na oczekiwaniu tego, że druga osoba będzie inna, aniżeli jest w rzeczywistości.
Kobieta mówi do swojej przyjaciółki: „wiesz, z niego jest fajny facet, ale jakby był dziesięć centymetrów wyższy, to byłoby idealnie”. Chłopak mówi do dziewczyny: „Czy ty musisz być wegetarianką? Czy nie możesz jeść mięsa tak jak wszyscy inni?”. Co oznacza taki komunikat? Oznacza on to, że skoro ja jem mięso, to również oczekuję, że ty też będziesz jeść mięso. Natomiast taka osoba w ogóle np. nie bierze pod uwagę, że wegetarianizm być może wynika z przekonań, wynika z wyznawanych wartości, a być może wynika z tego, jak dana osoba czuje się na diecie wegetariańskiej, tak że nie jest to tylko fanaberia, wymysł albo nie wiadomo co drugiej osoby. Być może to wynika z jej głębokiej potrzeby i jest cienka, ale znacząca granica pomiędzy chęcią, aby druga osoba była inna, a brakiem akceptacji i narzucaniem jej swojego punktu widzenia, a stosowaniem pewnego rodzaju pogardy dla jej poglądów, dla jej osobowości.
Relacje to temat na zupełnie osobny artykuł i jeśli będzie taka potrzeba, to na pewno on powstanie. Chciałbym na koniec zostawić najważniejszą część, bo nieodłącznym elementem akceptacji jest samoakceptacja, a więc akceptacja samego siebie. I tutaj chciałam opowiedzieć troszkę na swoim przykładzie, bo od pewnego czasu zmagałem się z nadwagą i chciałem pokazać, jak w praktyce wygląda samoakceptacja u osób, które chciałyby się odchudzić, ponieważ mają trochę kilogramów za dużo. W moim przypadku brak akceptacji miał bardzo jasne i konkretne symptomy, np. wciąganie brzucha na zdjęciu z wakacji po to, aby zaprezentować się lepiej.
Niby troszkę niewinne, niby chęć poprawienia swojego wyglądu, ale czy na pewno? Unikanie stawania na wagę, ponieważ wynik mógłby być niemiłym zaskoczeniem i wiązał się z licznymi niezbyt racjonalnymi wymówkami, np. „o, wczoraj zjadłem o jedno jabłuszko za dużo, więc dzisiaj na pewno ten wynik będzie zaburzony, a zatem ważę się jutro”.
Innym przykładem może być unikanie patrzenia w lustro. I teraz zadajmy sobie pytanie: jak osoba z takim podejściem będzie zapatrywać się na redukcję swojej wagi? Cóż, pojawi się albo sabotaż, który wynika z tego, że przecież nie jest tak źle, bo nie dopuszczam do wiadomości, że mam problem do rozwiązania, albo być może pojawi się samo potępienie, które przecież jest na drugim końcu skali od samoakceptacji. „Bo dzisiaj zjadłem kawałek czekolady”, „bo nie wytrzymałem”, „bo zrobiłem coś nie tak”. W efekcie pojawiają się ciągłe niezadowolenie, frustracja, rozczarowanie, a więc klimat, który absolutnie nie sprzyja pozytywnej zmianie w swoim życiu. Zastanówmy się, w jaki sposób do tematu odchudzania podejdzie osoba, która zaakceptuje swoją wagę.

Przede wszystkim ona przyjdzie i zmierzy się z rzeczywistością taką, jaka ona jest. Wejdzie na wagę, zmierzy się, spojrzy w lustro. I być może będzie miała taką myśl, że coś złego się stało, gdzieś nastąpił jakiś błąd, gdzieś ta osoba się pogubiła w tym wszystkim i teraz jest dobry czas, aby to wyprostować.
Takie podejście będzie kompletnie inne od podejścia poprzedniego, w którym było samo potępienie, niezadowolenie i frustracja. W tym momencie będzie dominowała chęć poprawy jakości swojego życia oraz możliwość naprawy błędów, które zostały wcześniej popełnione.
Akceptacja kluczem do zdrowia psychicznego i pozytywnego rozwoju.
Podsumowując dzisiejszy artykuł, akceptacja ma bardzo duże znaczenie w naszym życiu, ponieważ nie akceptując rzeczywistości, tracimy tylko czas i energię. A to nas nie posuwa w żadnym stopniu do przodu. Musimy zdawać sobie sprawę, że akceptacja nie oznacza bierności. Jest wręcz odwrotnie, ponieważ dopiero akceptacja pozwala podejmować dobre, jasne, klarowne decyzje.
Akceptacja daje możliwość odrobienia lekcji i wyciągnięcia wniosków z tego, co się stało. Daje również poczucie ulgi wynikające z tego, że nie trzeba już więcej w swoich myślach szarpać się z tym, co się stało, bo nie ma najmniejszej potrzeby i nic to do naszego życia nie wnosi. Akceptacja jest kluczem do budowania relacji również z samym sobą. Jest to niezbędny element miłości do samego siebie. Powtórzę jeszcze cytat z początku odcinka: „Umiejętność obserwowania bez oceniania jest najdoskonalszą formą inteligencji”. Dlaczego taki cytat pojawił się na początku? Otóż akceptacja jest bardzo blisko związana z umiejętnością obserwowania bez oceniania. W momencie, w którym pojawia się korek, my nie musimy od razu go oceniać: „korek jest dobry”, „korek jest zły”, „podoba mi się” albo mi się nie podoba. Jest potrzebny albo niepotrzebny. Po prostu obserwujemy, że korek jest. Nie musimy od razu oceniać i nadawać mu etykiet, a przez to nie wywołuje on w nas tak dużych i silnych emocji. Bez silnych emocji, bez wzburzenia z reguły jesteśmy w stanie podejmować lepsze decyzje.
W dzisiejszym artykule to wszystko. Dziękuję Ci bardzo za jego przeczytanie. Dziękuję za poświęcony czas i do zobaczenia przy następnym artykule.
