Niewielu ludzi zastanawia się nad tym, że otaczający ich świat dzieli się na to, co widzialne, i na to, co niewidzialne. Myślę o czymś absolutnie pewnym i potwierdzonym, choć niedostrzegalnym dla oczu. O czymś, co można uchwycić, mimo że jest tak subtelne i ulotne.
Możemy zabrać prosty do zrozumienia przykład.

Kiedy mijamy człowieka na ulicy, widzimy tylko jego zewnętrzną postać. Zauważamy, jak wygląda, w co jest ubrany, w jaki sposób się porusza, jaką ma fryzurę i wyraz twarzy. W dużych miastach często jest to nieobecny wzrok, pośpiech i związana z nim irytacja.
Nie dostrzegamy jednak całego bogactwa jego wnętrza. W głowie kłębią mu się myśli i uczucia. Skryte plany na przyszłość, pragnienia, marzenia, rzeczy, których się boi. Nadzieje, lęki i traumy. Przeszłość, która ukształtowała go takim, jaki jest. Wszystkie doświadczenia, które zostawiły w nim głęboki ślad.
Mijany człowiek ma przecież także ciało. Zwykle słyszy jego głos dopiero wtedy, gdy coś boli. Wydaje się to, delikatnie mówiąc, trochę niesprawiedliwe. Ból zęba potrafi przesłonić całą radość dnia, a jednak brak bólu zęba nie cieszy nas wcale. Warto to sprostować – to powinien być pełnoprawny powód do radości. Niestety w naszym zwariowanym świecie zostało to zepchnięte na margines i uznane za coś nieważnego, niegodnego uwagi.
Niewielu ludzi myśli o tym, jak cudownie jest widzieć i móc oglądać otaczający świat. Gdyby groziła Ci utrata wzroku, oddałbyś wszystko, by temu zapobiec. A przecież traktujemy widzenie jak coś oczywistego i powszedniego. Coś, co nie zasługuje na zachwyt – choć jest cenniejsze niż cały majątek. Paradoks, prawda?
Cudownie jest też słyszeć dźwięki. To także może być powód do ogromnej wdzięczności – nie tylko przy słuchaniu muzyki, ale też śpiewu ptaków czy każdego dźwięku, który dociera do naszych uszu.
Prawdziwy sekret radości tkwi w zrozumieniu, że sam fakt życia jest cudem, którego nie pojmujemy w pełni. Jeśli potrafimy to dostrzec i poczuć wdzięczność za to bogactwo, przestajemy ślepo gonić za innymi rzeczami.
A jednak dla większości cud życia pozostaje zakryty. Niewidzialny. Mad World, jak śpiewał Gary Jules….
W tym niewidzialnym świecie można łatwo zagubić właściwą drogę. Można ugrzęznąć w bagnie na wiele lat, a może nawet na resztę życia. Chyba każdy człowiek, na którymś etapie, doznał krzywdy ze strony innych ludzi.
Filmy na których się wychowałem uczyły, ze za wyrządzoną krzywdę należy się kara. Oko za oko. Wyrównanie rachunków. To w nich główny bohater sam stawał w obronie pokrzywdzonych, robiąc krzywdę ich oprawcom.
W prawdziwym świecie wygląda to jednak inaczej. Z reguły nie ma możliwości wyrównania rachunków – z różnych przyczyn… Choćby dlatego, że nie jesteśmy bohaterami infantylnych filmów.
Są sytuacje, w których chęć odwetu zostaje z człowiekiem na lata. Niestety działa ona jak trucizna, powodując zgorzknienie i niemoc, hamując odczuwanie radości.
Przez wiele lat powraca jak bumerang chęć wyrównania rachunków. A kiedy myślimy o kimś, kto nacisnął nam na odcisk, zalewa nas fala gniewu i złości.
I dzieje się tak aż do dnia, w którym orientujemy się, że zrobiliśmy z siebie głupka. Cała ta nienawiść, złość i gniew nie zmieniły nic w świecie zewnętrznym. Nie dotknęły tej osoby w żaden sposób, za to wyrządziły olbrzymie spustoszenie w naszym życiu – w zdrowiu, w tworzonych relacjach.
I tak pewnego dnia budzimy się z ręką w nocniku, zdając sobie sprawę, że zmarnowaliśmy wiele lat kompletnie na nic.
Ale to nie jedyny sposób, by zmarnować sobie życie. Czasami podobnie działa utrata czegoś ważnego: miłości, zdrowia, majątku, relacji czy pracy. Bodźcem może być też jedna błędna decyzja, której będziemy żałować przez lata. Albo tęsknota za tym, co odeszło i już nie wróci. Można oczywiście tęsknić za młodością, ale to niewiele wnosi do dojrzałego życia.
Czasami można przeżyć całe życie, zastanawiając się, jak dobrze było kiedyś, i jednocześnie całkowicie ignorować, jak dobrze jest teraz.
Dobrze jest, jeśli pewnego dnia ktoś ocknie się z tego stanu i pomyśli sobie” co ja właściwie najlepszego robię ze swoim życiem?”. Ale to niestety nie zdarza się często.
To smutne. Niektórzy ludzie nigdy się nie budzą. Wpadli w bagno. Jednak zamiast refleksji, jak z niego wyjść, spędzają czas na obwinianiu tych, przez których (jak myślą) się tam znaleźli.
Co może być bodźcem, który wyrwie człowieka z takiego stanu? Może to być autorefleksja, że takie życie nie ma sensu. To jest droga donikąd.
Może również być to świadomość, że nie wszystko wygląda tak, jak myślimy, że wygląda. Bo czasami sami prosimy się o kłopoty, choć dostrzegamy to dopiero po latach. Czasami to nie przypadek, lecz nasze błędne wybory i nieprzepracowane sprawy doprowadzają do cierpienia.
A czasami jest tak, że stajemy po drugiej stronie. To my wyrządzamy komuś krzywdę, choć wcale tego nie chcieliśmy. Robimy to, mimo że nie taka była nasza intencja. Wtedy zaczynamy rozumieć, że życie pisze różne scenariusze. Zaczynamy też dostrzegać, że inni mogli mieć wobec nas dobre zamiary, choć wszystko potoczyło się inaczej, niż zakładano.
Doskonałym przykładem są mniejsze i większe traumy wyniesione z rodzinnego domu. Można obwiniać rodziców za to, co zrobili lub czego nie zrobili. Perspektywa jednak zmienia się, kiedy uświadomimy sobie, że oni również doświadczyli różnych rzeczy od swoich rodziców. Ich obwinianie nie jest wcale w porządku – zwłaszcza że nie wiemy, co by się stało, gdyby faktycznie postępowali inaczej.
Ważne jest aby nie utknąć w świecie wewnętrznym. Bo może nas to kosztować wiele lat straconego życia – błąkania się w labiryncie bólu i cierpienia. Tak naprawdę całkowicie niepotrzebnie. Płacimy za to olbrzymią cenę, a nie dostając nic dobrego w zamian.
A tego na pewno nie chcielibyśmy.
Właśnie dlatego warto przyjrzeć się swojemu życiu. Nie tylko temu, co widać, ale także temu, co jest niewidoczne. Bo drogie samochody, egzotyczne wakacje czy luksusowy apartament nie oznaczają wcale, że wszystko jest w porządku.
Tak samo, jak można utknąć w swoim wewnętrznym świecie i wejść w rejony ciemne i mroczne, tak samo można odnaleźć tam światło: spokój, harmonię, wrażliwość, miłość. Wtedy życie – również w tym widzialnym wymiarze – nabiera zupełnie innego smaku.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Każdy człowiek ma swój wewnętrzny świat, który pozostaje niewidzialny dla innych. Nikt nie wie, co naprawdę kryje się w drugiej osobie. Co i w jaki sposób odczuwa. Można powiedzieć, że każda istota jest odrębnym Wszechświatem, do którego nie mamy dostępu – choć tak bardzo lubimy sądzić, że doskonale wiemy, jak się sprawy mają.
Każdy z nas posiada swój wewnętrzny świat. I jednocześnie nie wiemy, jaki jest świat wewnętrzny innych ludzi. Kiedy w naszym świecie coś się psuje, pojawia się mrok – nie wiemy, czy to jest normalne. Czy inni też tak mają. Żeby to ocenić, potrzebne byłoby porównanie. A tego zrobić nie możemy, bo nie mamy z czym porównać.
Przypomina to sytuację ryby, która żyje w wodzie. Ale nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ woda otacza cały jej świat. Staje się czymś tak oczywistym, że trudno to dostrzec. Czasami najbardziej oczywiste rzeczy są tuż przed naszymi oczami, a my pozostajemy ślepi. To trochę tak, jakby spędzać długie godziny w ciasnym pokoju z zamkniętymi oknami. Robi się duszno, ale nie dostrzegamy tego, bo jesteśmy w środku. Dopiero kiedy wstaniemy i wyjdziemy na zewnątrz, zaczynamy rozumieć, że coś było nie tak. Brakowało nam powietrza.
Potrzeba nam dystansu, który pozwoli zobaczyć, jak naprawdę mają się sprawy. Bez niego nawet nie przyjdzie nam do głowy, by zanegować destrukcyjne schematy – uznamy je za oczywistą i integralną część nas samych. Innej opcji po prostu do siebie nie dopuścimy.

Dlatego warto troszczyć się o swój wewnętrzny świat i pielęgnować go. Choć nie jest to takie proste. Łatwiej jest patrzeć na zewnątrz niż do środka. Aby patrzeć na zewnątrz, wystarczy coś, co zajmie naszą uwagę – włączony telewizor albo smartfon, na którym przeglądamy setki rolek.
Spojrzeć do środka jest trochę trudniej. Bo tam można odnaleźć rzeczy, które nie zawsze chcielibyśmy zobaczyć.
Z reguły odwaga, by uczciwie przyjrzeć się temu, czego nie chcemy widzieć, jest pierwszym krokiem do zmiany – bez którego kolejne nie są możliwe. Dobrym pomysłem jest kolejny krok w stronę akceptacji i odpuszczenia.
Oczywiście tylko wtedy, jeśli naprawdę chcemy przeżyć swoje życie świadomie. Bo przecież absolutnie nie ma takiej konieczności…
Zawsze można uwierzyć w to, co mówi szalony świat. I czekać na ten dzień, w którym ktoś, niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki, sprawi, że w końcu będziemy szczęśliwi.
