Cześć! Witam Cię w pierwszym wprowadzającym artykule na blogu „Jak zadbać o siebie”, w którym opowiadam o tym, jak dzięki świadomości można odmienić swoje życie. W dzisiejszym artykule odpowiem na pytanie: „O co chodzi?”. Jaki jest pomysł, cel oraz misja bloga. Zaczynajmy! O co chodzi? Chodzi tak naprawdę wyłącznie o Ciebie.
Odkrywanie istoty problemów, czyli co tak naprawdę wpływa na nasze życie.
Współczesny świat bardzo często obchodzi się z nami, delikatnie rzecz ujmując, brutalnie, kompletnie nie przejmując się tym, kim jesteśmy, jakie mamy plany i marzenia. Często czujemy się jak nic nieznaczący trybik w maszynie, który ma służyć tak długo, aż się nie zepsuje.
Spójrzmy na przykład na wielkie firmy, które dysponują olbrzymim budżetem na marketing i reklamę. Mogą one sprzedawać produkty, które wcale nam nie służą, choć w rzeczywistości powinno być odwrotnie. Doskonałym przykładem są papierosy. Kiedyś – kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu – papierosy były przedstawiane jako coś, co daje wolność, niezależność i pewność siebie.
Tak przynajmniej były przedstawiane w reklamach. Dziś wiemy, że papierosy są co najwyżej potencjalnym źródłem chorób oraz nałogów. Kolejny przykład? Proszę bardzo. Firmy, których szefowie czy menedżerowie starają się wycisnąć z pracowników jak najwięcej, jednocześnie dając od siebie jak najmniej.
Innym przykładem jest, chociażby służba zdrowia. Nie mówię tutaj o długich kolejkach, problemach finansowych albo brakach kadrowych. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Znam wiele przykładów, w których osoba szukająca rozwiązania swojego problemu zdrowotnego poszła prywatnie do jednego, drugiego, trzeciego lekarza i usłyszała trzy kompletnie różne zalecenia.
Powstaje więc pytanie, co ma zrobić osoba, która nie posiada medycznego wykształcenia w momencie, gdy usłyszy trzy różne diagnozy?. Idąc dalej, politycy, którzy wiele obiecują, a potem nie spełniają swoich obietnic, nie dotrzymują słowa.
Albo kosmiczne ceny w miejscowościach turystycznych. Nie mówię na przykład o paragonach grozy za jedzenie. Bardziej chodzi mi o kwestie bardzo podstawowe, jak parking czy toaleta, które powinny mieć zdroworozsądkowe ceny, a jednak często ich nie mają. Takich przykładów można podawać jeszcze bardzo wiele.
W efekcie tego dosyć często czujemy, że jesteśmy z każdej strony osaczeni, że świat, który nas otacza, jest miejscem złowrogim, niebezpiecznym oraz nieprzyjaznym. Mamy poczucie, że nie chodzi o nasze dobro, tylko o to, aby nas wykorzystać, aby dostać się do naszych pieniędzy i eksploatować nas jak tylko się da.
Media, które podają częściej złe wiadomości, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że to one najlepiej się sprzedają. Nie chodzi o to, żeby przekazać wiadomości jak najbardziej rzetelne i sprawdzone, aby zrobić coś dobrego dla świata. Liczy się wyłącznie oglądalność i statystyki. W internecie mamy falę tytułów clickbaitowych, w których chodzi jedynie o to, aby ludzie kliknęli i weszli.
Kiedy już to zrobią, okazuje się, że jest to artykuł wydmuszka, w którym nie ma praktycznie nic wartościowego. Brzmi to nieco pesymistycznie. Najgorsze jest to, że największą krzywdę robimy sobie my sami. Część osób doskonale zdaje sobie sprawę z tego, o czym teraz powiem, natomiast dla części będzie to pewne zaskoczenie.
Przewaga świadomego życia nad rutyną i przyzwyczajeniami.
Wyobraźmy sobie, że ktoś popełnia błąd. Niech będzie to błąd w pracy. Zwykła ludzka pomyłka, która jednak będzie miała swoje konsekwencje. Taka osoba mówi do siebie w duchu: „Ty idioto, jak mogłeś się tak zachować? Do niczego się nie nadajesz, jesteś bezwartościowy. Jak można było tak postąpić?”.
Słowa te są pełne krytyki, potępienia i obwiniania. W tym momencie sami dla siebie jesteśmy największym krytykiem oraz oskarżycielem. To jest jeszcze nic. Po tym wszystkim taka osoba wraca po pracy do męża, żony, dzieci i, zamiast cieszyć się ich obecnością, spędzać wspólnie czas, ciągle w swojej głowie będzie przeżywała sytuację, która się wydarzyła.

Będzie czuła obwinianie i krytykę, którą sama sobie wymierza, choć tak naprawdę przecież nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Idźmy dalej. Nadchodzi weekend. Ponad dwa dni odpoczynku. Oczekiwany, wspaniały weekend, na który wszyscy pracownicy czekają. Piątek, piąteczek, piątunio. Czas, który jest tylko dla nas.
Tak naprawdę to nie są nawet dwa dni, bo wszyscy doskonale wiemy, że mamy swoje obowiązki, których realizacja wcale nie jest taka miła i przyjemna. Nie każdy z nas przecież lubi sprzątać mieszkanie. Natomiast, jak pokazują badania, bardzo wielu ludzi już w niedzielne popołudnie odczuwa stres związany z nadchodzącym poniedziałkiem.
Pojawia się zatem pytanie: w jaki sposób to może działać? Osoba odczuwa stres, boi się nadchodzącego przyszłego dnia i, zamiast wypoczywać i ładować akumulatory robi coś kompletnie odwrotnego, ponieważ już teraz zużywa swoją energię, która będzie jej potrzebna. Jak jest w tym sens? Żaden. Logika? Nie ma żadnej.
Zestresowani – źle śpimy. Kiedy jesteśmy niewyspani, zmęczeni i niewypoczęci, sięgamy po jedzenie, które nam nie służy. Pijemy mnóstwo kawy, jemy niezdrową żywność, która, zamiast dostarczać nam wartościowego paliwa, docelowo robi nam więcej szkody niż pożytku. Może to wszystko to błędne koło, z którego trzeba się wydostać?
Budowanie harmonii w życiu codziennym.
Tak zrodził się pomysł na blog, Jak zadbać o siebie. Kiedyś sam miałem z tym problem i chciałbym podzielić się zdobytą wiedzą. Przede wszystkim zdobytą oraz przetestowaną w moim życiu w oparciu o znane powiedzenie: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.
Wydaje mi się, że mało osób jest dla siebie oparciem, wsparciem. Sami dla siebie nie jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi. A tak przecież nie powinno być. Jeśli my w siebie nie uwierzymy, to kto w nas będzie wierzył? Jeśli nie zatroszczymy się sami o siebie, to kto zrobi to za nas? Tworząc blog, chciałbym stworzyć przestrzeń, w której będę się dzielił swoimi doświadczeniami oraz przemyśleniami.
Będę bardzo szczęśliwy, jeśli komuś pomogą i uczynią jego życie lepszym. Chciałbym również, aby ta przestrzeń internetowa była miejscem organizacji kursów, warsztatów, w którym słuchacze będą mieli możliwość przepracowania problemów, z którymi sobie nie radzą. Bardzo często chcemy, aby zmienił się otaczający świat, aby zmieniły się uwarunkowania, aby inni ludzie się zmienili. Jednak to tak nie działa. Chciałbym przytoczyć opowieść z książki „Modlitwa żaby” autorstwa Antoniego de Mello. Opowiastka nazywa się „Jak narodziły się buty”.
Wielki a głupi król skarżył się, że nierówna ziemia rani mu stopy. Rozkazał więc, aby cały kraj pokryto wołową skórą. Nadworny błazen zaczął się śmiać, kiedy król powiedział mu o swoim rozkazie. „Co za kompletnie szalony pomysł! Wasza Wysokość!” – wykrzyknął. „Po co ten niepotrzebny wydatek? Wytnij tylko dwa kawałki skóry do ochrony stóp”. Tak też król zrobił. I w ten sposób narodziły się buty.
Ta opowiastka idealnie oddaje ideę mojego blogu. Dlaczego? Ponieważ nie musimy zmieniać całego świata. To jest praktycznie nierealne. Wystarczy, że my zaczniemy chronić samych siebie. Powstaje tylko pytanie, w jaki sposób możemy to zrobić? Ja znam trzy drogi, z czego tylko jedna ma głębszy sens.
Pierwszą błędną drogą jest próba zbudowania grubego muru wokół swojego życia. Na przykład, jeśli ktoś kiedyś był w związku z drugą osobą i ta druga osoba go w jakiś sposób wykorzystała, oszukała, wówczas ta pierwsza osoba często się zamyka. Stwierdza, że już nigdy nie zaufa i nie otworzy się przed drugim człowiekiem.
Do czego to prowadzi? Wyłącznie do tego, że w przyszłości ta osoba nie będzie mogła stworzyć głębokiej, prawdziwej, szczerej relacji. A przecież nie o to chodziło. Podobnie rzecz ma się w pracy. Bardzo często, kiedy szef, przełożony, menedżer stara się nadmiernie eksploatować pracowników, oni zaczynają się buntować. Tworzą się dwa obozy i wówczas pracownik mówi sobie tak: „będę przykładał się do pracy jak najmniej, natomiast na tyle, aby mnie nie zwolnili”. Pomysł może wydawać się dobry, natomiast jak to będzie wyglądało po kilku, kilkunastu latach? Taka osoba będzie tylko przeciętnym pracownikiem, który nie wykorzystuje swojego potencjału oraz talentu.
Nigdy nie zrobi nic więcej, przyzwyczai się do miałkości i bylejakości. Budowa muru wokół siebie nie jest absolutnie żadnym rozwiązaniem, ponieważ przyniesie więcej szkody niż pożytku. Dobrze znaną mi opcją jest rozwój osobisty. W swoim założeniu jest jak najbardziej w porządku, ponieważ uczy ludzi, w jaki sposób mogą oni efektywnie osiągać cele.
Trzeba jednak pamiętać, że to również ma swoją ciemną stronę. Nie mówię tutaj teraz o nauczycielach, którzy starają się zarobić na naiwnych kursantach, choć takie historie też się zdarzały. Mnie w rozwoju osobistym najbardziej przeszkadzało nastawienie na cel. Bardzo często liczą się tylko efekty, natomiast etyka ich osiągania schodzi już na dalszy plan.
I tutaj dochodzimy do trzeciej drogi. Dla mnie taką trzecią najlepszą drogą jest harmonijny wzrost dzięki poszerzaniu świadomości. Świadomość zmienia nasze postrzeganie świata, a to odmienia nasze życie. O tym, czym jest świadomość? O tym opowiem w kolejnym artykule.
Dziękuję Ci bardzo za poświęcony czas. Do przeczytania!
